piątek, 7 czerwca 2013

#15.` Ja kiedyś wybuchnę


26.07.2017, środa
Obudził mnie ładny zapach jedzenia w moim pokoju. Otworzyłam oczy a nade mną stał Harry z tacą z jedzeniem.
-Dzień dobry.- powiedział i się uśmiechnął.
-Cześć.- odparłam zaspanym głosem.
-Głodna?- spytał.
-Trochę.
-Proszę podał mi tacę z jedzeniem.
-Może ja się przebiorę i zejdę na dół.
-Jak chcesz.
-To sio. Zaraz tam przyjdę.
-Ja już myślałem, że mogę zostać.
-No już.- chłopak spuścił głowę i wyszedł.
Szybko się ubrałam <Klik> i zeszłam na dół.
-To chodź do jadali.- powiedział szatyn.
Posłuchałam go i poszliśmy do wielkiej jadalni. W tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Chłopak poszedł otworzyć. Nagle usłyszałam męski głos jakieś dziewczyny.
-Cześć, kochanie. Stęskniłam się.
-To nie jest odpowiednia chwila na takie rzeczy.- Harry.
-Co się z tobą dzieję?- spytała dziewczyna.- W ogóle się do mnie nie odzywasz, nie dzwonisz od powrotu.
-Nie jesteśmy ze sobą zżyci. Raz nie dzwoniłem i wielkie halo. Kobieto zastanów się trochę.- uniósł się Harry. Nie słyszałam go jeszcze takiego wkurzonego.
-Harry nawet w LA nie szło nam tak dobrze jak kiedyś.- zabolało.- A teraz nawet do środka mnie nie weźmiesz.
-Przepraszam za chwilę wychodzę. Pa.-  skończyło się na jednym wielkim trzasku.
Po chwili w jadalnie pojawił się zdenerwowany Harry.
-Mam już dość tego cholernego związku.- nic mu nie powiedziałam, bolało mnie to co usłyszałam.
Chłopak podszedł do mnie i podniósł mnie z krzesła. Złapał mnie w biodrach i zaczął mówić.
-Zależy mi na tobie. Cieszę się, że właśnie ciebie poznałam w tym parku.
-Ja też się cieszę.
***
Gdzieś przed szesnastą Harry, nie pozwolił mi wracaj samej do domu więc mnie zawiózł.
-Dziękuję za miło spędzony czas.-powiedziałam.
-Ja dziękuję.- przytulił mnie.- Do jutra.
-Jutra?
-Liczę na obiad.
-Czemu nie?
-Zadzwonię, Pa.
-Pa.
Gdy byłam w domu nie uniknęłam mnie rozmowa z dziewczynami znaczy z Mariką bo Cornelie mam w dupie.
-Gdzie to się tyle było?- spytała dziewczyna.
-A no wiesz.
Poszliśmy do mnie na górę. Zaczęłam jej opowiadać bez większych szczegółów, czyli nie wspomniałam o butelce.

niedziela, 2 czerwca 2013

#14. `Ja to mam i nie mam szczęścia

25.07.2017, Wtorek
W domu Harry'ego czekała na mnie wspaniała niespodzianka. Harry powiedział mi, że są u niego chłopaki z dziewczynami - byłam w niebo wzięta.
- Jestem już.- oznajmił Harry.
-No nareszcie, a ty pewnie jesteś Olivia.- powiedział Zayn.
-Miło mi Zayn.- zaśmiałam się.
-Harry nie umiał się o tobie nagadać.- Louis.
-Haaarry nie znałam cię od tej strony.- pokazałam język lokatemu a ten odpowiedział mi tym samym.
-Nie muszę ich chyba przedstawiać.
-Jasne, że nie.
Czułam się tak dziwnie ja sama na ich pięciu i jeszcze ja najmłodsza.
-Może chcesz coś pić?- zapytał mnie Zayn. Nie wiem czemu spojrzałam na niego uśmiechnęłam się i dopiero odpowiedziałam.
-Nie dziękuję.
-Olivia, nie będziesz cały czas z nami sama siedziała.- oznajmił Liam.
-Za niedługo przyjadą dziewczyny.- dodał Louis.
Pośpiesznie spojrzałam na siedzącego obok mnie Harry'ego.
-Nie.- powiedział kiwając przecząco głową.
Po jakimś czasie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Widzisz nie musiałaś długo czekać.- powiedział Liam i poszedł otworzyć.
-Co wy kombinujecie?- spytałam Harry'ego na ucho.
-Nic, mała domówka.- odparł.
-A czemu ja jestem a nie ona?

-Bo wolę żebyś ty była a nie ona.- jaki słodki.
-Ej, kochanki wydarł się na nas Zayn a ja odruchowo rzuciłam w niego poduszką. Wstał i ja wstałam. Wybiegłam z domu a on za mną. Zaczął mnie gonić.
W końcu mnie złapał i zaczął łaskotać. Nie umiałam opanować się ze śmiechu.
-Harry!!! Chodź mi pomożesz.- zawołał.
-Ej... To nie fer!!!- wydarłam się.
-Bywa.- zaśmiał się Hazza.
Mili nie zły ubaw z łaskotania mnie.
-Zostawić was na pięć minut z dziewczyną.- usłyszałam jakiś damski głos. Chłopaki od razu podnieśli się na równe nogi, Harry dodatkowo mnie jeszcze podniósł. Dziewczyna ta to była żona Zayn'a- Perrie Edwards.
-Hej jestem Perrie.- przedstawiła się.
-Olivia.
W domu była również żona Louis'a Eleanor i dziewczyna Liam'a Nadia. Ładnie się z nimi przywitałam.
-Może zamówimy pizze?- zaproponował Louis.
-To doskonały pomysł.- uniósł się największy głodomor na tej ziemi.
-Dobra to ile?
-Cztery duże. Jedna będzie dla Niall'a.- Zayn.
Po upływie jakiejś godziny przyjechał dostawca. Niall najbardziej ucieszył się na ą pizze. Stwierdzam po tu, że gdy usłyszał dzwonek to jak strzała poleciał otworzyć.
***
Była już może około godziny dwudziestej pierwszej. Na dworze robiło się już coraz ciemniej. Byliśmy już może po dwóch może trzech piwach. Chłopką przychodziły coraz bardziej głupsze pomysły.
-Może zagramy w butelkę?- zaproponował Louis.
-Jak to sobie wyobrażasz?- zapytałam.
-Normalnie.- odparł za niego Zayn.
-Możemy grać, ale jeżeli jeden wylosuje drugiego to też się liczy.- Nadia.
-Jak szaleć to szaleć.- Harry.
Byłam przerażona tą grą  - w każdej chwili mogłam wykręci Harry'ego.
-Kto zaczyna?- zapytała.
-Jak już się zgłosiłaś to możesz a ja dam zadanie.- Eleanor.
No to zakręciłam dość mocno butelką, a ona zatrzymała się na Niall'u.
-Hm... no to tak na dobry początek żeby się rozkręcić....- przytrzymała nas w nie pewności.- Nie będę zła, przytulcie się.
Tuż po nas byli:
Niall i Nadia
Nadia i Liam
Liam i Zayn
Zayn i Perrie
Perrie i Eleanor
Eleanor i Louis
Louis i Nadia
Nadia i ja
Teraz ja musiałam kręcić, bałam się tego kogo wylosuję.
-Zayn.- powiedziała Nadia i pokiwała brwiami w górę i w dół.- Wybacz mi Perrie. Miło mi wam powiedzieć, że musicie się pocałować.
-To było wredne.- zaśmiałam się.
Stanęliśmy na przeciwko siebie. Nie umiałam się ze śmiechu opanować. Zamknęłam oczy i go pocałowałam.
Potem Zayn wykręcił Harry'ego i musiał pocałować go w policzek. Kiedy przyszła kolej Harry'ego na kręcenie odwróciłam się, żeby się napić. W pokoju rozległ się śmiech. Spojrzałam szybko na butelkę która pokazywała na mnie.
-Harry, Olivia... poproszę francuski pocałunek.
Zamknęłam oczy i spuściłam głowę. Harry podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
-Długo będziecie tak stać i gapić się w siebie?- Louis.
Harry położył swoją dłoń na moim policzku i zaczęliśmy się całować. Miałam totalnego zaciesza , to i tak nic nie znaczyło, ale sam fakt. Nasza grupa, się śmiała, wrzeszczała i gwizdali , a my nadal się całowaliśmy.
***
Skończyliśmy grać przed dwunastą w nocy.
-Nadia masz aparat nie?- spytał Liam.
-Ja się z nim nie rozstaje.
Zapomniałam wspomnieć, że dziewczyna Liam'a jest fotografem.
Nie znałam reszty ich rozmowy, ponieważ wyszłam na ogród a za mną poszedł Harry.
-Przepraszam poniosło mnie trochę.- powiedział.
-Nic się nie stało. Obydwoje nie jesteśmy bez winy odparłam a chłopak się uśmiechnął.
Zapadła między nami cisza. Chłopak złapał mnie moją dłoń i zbliżyliśmy swoje twarze do siebie. Głupia jestem chciałam go pocałować. Nasze usta prawie się spotkały, ale przerwał nam to Zayn.
-Chodźcie robimy zdjęcia.- zawołał brunet.
-Nieee. Brzydko wychodzę na zdjęciach.- powiedziałam.
-No chodź.- Harry.
Poszliśmy na drugą stronę ogrodu i zaczęliśmy się wydurniać.
-Wskakuj!!!- Harry.
-Niee, Harry jestem ciężka.- odparłam a on mnie złapał na ręce i przerzucił przez ramię.
-Nadal uważasz, że jesteś ciężka?
-Puść mnie.
-Tak czy nie?
-Nie, ale mnie puść.- zaśmiałam się a on mnie puścił.
-Wskakuj.
Wskoczyłam mu na plecy i czekałam aż Nadia robi nam kilka fotek.
***
Gdzieś przed drugą w nocy zostałam sama z Harry'm.
-Zaraz wracam idę się przebrać.- oznajmiłam.
Po chwili wróciłam z powrotem, ponieważ zapomniałam moich rzeczy do spania.
-Tak śpisz?- spytał Harry.
-Zapomniałam piżamy.- odparłam.
-I co teraz?
-Muszę spać w bieliźnie.- na jego twarzy pojawił się banan większy niż ten co miał go między nogami w Live While We're Young.- Gdzie mam spać?
-Góra, pierwsze drzwi po prawej to moja sypialnia, w dwoje na pewno się zmieścimy.
-hhahahahahaha... może kiedy indziej.- zaśmiałam się.
-No to ładnie. Będę pamiętać.- to się wpakowałam.- Możesz spać na przeciwko mojej sypialni.
Poleciałam na górę. Szybko się rozebrałam i wskoczyłam do łóżka.
Długo nie umiałam zasnąć. Cały czas myślałam o Harry'm o naszym pocałunku o tym co by było gdyby nie Zayn.

czwartek, 30 maja 2013

#13. ` Dlaczego?

Dwa tygodnie później...
25.07, wtorek
Od ostatniego spaceru z Harry'm prawie nie wychodziłam z domu. Praktycznie całymi dniami siedziałam w domu przed telewizorem i komputerem z pudełkiem lodów. Czasami czytałam co tam o mnie piszą w prasie- bo pisali i to dużo odkąd zadaje się z Harrym łażą za mną jak na sranie.
Tak to wychodziłam tylko wtedy kiedy Harry dzwonił (żeby Cornelia nie usłyszała czegoś czego nie powinna) albo jak była moja kolej na zapełnienie lodówki. Przy tej okazji załatwiłam sobie sprawy urzędowe.
-Może wreszcie gdzieś normalnie pójdziesz?- zapytała mnie Marika.
-Dwa tygodnie temu normalnie wychodziłaś.- oznajmiła Cornelia.
-Boże. Dzisiaj wieczorem wychodzę bo jestem umówiona. Ulżyło?
-Na reszcie koniec depresji.- zaśmiała się Cornelia.
-Wraca?- Marika.
-No a jak?
Nagle usłyszałam, że z pokoju dzwoni mi telefon. Jak poparzona poleciałam odebrać. Był to Harry.
-Hej.- powiedziałam.Byłam cała w skowronkach.
-Cześć.- odparł.- Zejdziesz na dół?
-Po co?
-Jak zejdziesz to zobaczysz.
-Pięć minut. Ubrać się muszę.
-Okej.- rozłączył się.
Ubrałam się na szybko <Klik> i wyleciałam z mieszkania bez słowa.
Gdy byłam już na dole czkał na mnie Harry. Szybko poleciałam w jego stronę i rzuciłam się mu na szyje.
-Cześć.- powiedziałam.
-Hej.- oparł i pocałował mnie w policzek.- Tęskniłem za tobą.
-Ja za tobą też. Będziesz mi częściej takie niespodzianki robił? Myślałam, że później będziesz.
-Będę się starał.
-Miło.
-To teraz zabieram cię do siebie.- pokazałam zęby.- No i na noc zostajesz.
-Ale...
-Bez żadnego "ale"- powiedział.
-No ale muszę iść do domu po rzeczy.
-To leć. Poczekam na ciebie w samochodzie.
Wróciłam szybko na górę i poleciałam się przebrać w <Klik>
-Szybko. Co się stało?- Marika.
-Przyszłam po rzeczy. Jadę do niego na noc.- oznajmiłam.
-No ładnie, ładnie. Tylko ja nie chce zostać ciocią w wieku osiemnastu lat.
-To jest nie możliwe przecież wiesz.- Cornelia się na nas patrzyła i oczywiście nie wiedziała o co chodzi.
Bez większego tłumaczenia się poszłam na górę i zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy, a potem wróciłam do Harry'ego.
-Okej. Jestem.- oznajmiłam.
-No to dobrze.
Na jednych światłach chłopak zaczął się mi przyglądać nie wiadomo czemu.
-Harry o co ci chodzi?- spytałam.
-Dwa tygodnie cię nie widziałem muszę się na ciebie napatrzeć.- zaśmiał się.
-Słodki jesteś.
-A ty ładna.
Zapadła nie zręczna cisza. Nasze spojrzenia się spotkały, Harry zbliżył się do mnie. Zamknęłam oczy i miałam już go pocałować kiedy nagle samochód za nami zaczął trąbić. Okazało się, że jest zielne i trzeba jechać. Szatyn wziął z kierownice i dodał gazu.
Gdzieś po około piętnastu minutach byliśmy na miejscu.
______________________________
Czytasz = Komentarz

niedziela, 26 maja 2013

#12.`Roma... Nieźle

11.07.2017, wtorek
Gdy byłam na dole Harry już na mnie czekał.
-Cześć.- powiedział.
-Hej.- odparłam.
-Ładnie wyglądasz.- awww... jak miło. Przytuliłam go.
-A dziękuję. Gdzie mnie zabierasz?- zapytałam.
-Na kolację...- chwila zawahania.- Pod gwiazdami.
-Zapowiada się roma... - nie dokończyłam tylko zmieniłam słowo.- Nieźle.
-Jak już zaczęłaś to dokończ... Zapowiada się romantycznie.- zrobiło mi się głupio.
Mieliśmy już iść, ale zatrzymał nas David. No to zaczyna się zajebi*** zabawa.
-A to teraz z nim się prowadzasz?
-David, daj nam spokój.- powiedziałam.
-On ci nie da tego co ja ci mogę dać.- oznajmił.
Podszedł do Harry'ego i zaczął się stawiać i coś pieprzyć od rzeczy. Po chwil niespodziewanie odwrócił się i uderzył Harry'ego.
-Harry...- tylko się zgięłam.- Pojeba*** cię?! Między nami nic nie ma idioto, jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Wstałam i powiedziałam mu co mi na sercu leży.
-Harry nic ci nie jest?- spytałam.- Ty dupku, zejdź mi z oczy, nic chcę cię widzieć.
-Wszystko jest okej.- odparł mi Harry.
-Może pójdziemy do mnie?
-Nie nie trzeba, jest dobrze. Możemy już iść.
***
Gdy byliśmy na miejscu znaleźliśmy nam wolny stolik na zewnątrz.
Niebo było bez chmurne i całe w gwiazdach.
Miałam nadzieję, że Harry'emu nic się nie stało i nie jest na mnie za to wściekły, fakt faktem ja nie powinnam
się czuć winna, ale mam wyrzuty sumienia bo ten dupek kiedyś mi się podobał.
Bałam się też, że do Harry'ego zadzwoni dziewczyna i będzie musiał się zwijać do domu.
-Czemu masz taką kwaśną minę?- zapytał mnie Harry.
-Boję się, że coś ci jest, a nie chcesz mi powiedzieć.- odparłam.
-Nic mi nie jest to tylko warga. Nie martw się.-  powiedział.
-Nie wiem co w niego wstąpiło.- oznajmiłam.
-Nie obwiniaj się to nie twoja wina.
Jak zjedliśmy Harry poszedł zapłacić, a ja siedziałam na zewnątrz i na niego czekałam zniecierpliwiona. Chciałam zapłacić za siebie, ale Harry jest jak osioł uparty.
-Przepraszam, że tak długo, ale panowie chyba nie radzą sobie z tą pracą.- Harry Styles wielki powrót.
-Nic się nie stało.- powiedziałam.
-No to teraz do parku?
-Z tobą? Oczywiście.- zaśmiałam się.
Gdy byliśmy w parku usiedliśmy obok fontanny. Znowu zapowiadało się romantycznie, ale nie było żadnej nadziei.
Po jakimś czasie Harry'emu przyszedł sms. Po jego minie dało się wywnioskować, że zbytnio on się mu się spodobał.
-Coś nie tak?- spytałam.
-A Vanessa się obraża, że do niej nie wpadłem.- odparł.
-Nie przejmuj się.- powiedziałam, a on się uśmiechnął.
Nagle między nami zapadła nie zręczna cisza. Było tak dziwnie. Zaczęliśmy się na siebie wpatrywać, chłopak się przybliżył i chyba chciał mnie pocałować. Po prostu wstałam, nie chciałam żadnej nie zręcznej sytuacji.
-Przepraszam.- powiedział.
-Nic się nie stało.
-Idziemy jeszcze się przejść?- zapytał.
-Jasne.
Przeszliśmy się jeszcze całym parkiem a potem Harry postanowił mnie odprowadzić do domu.
-Zadowolona?
-Tak, bardzo.- odpowiedziałam.- Liczę na powtórkę nawet jurto.
-Jutro wyjeżdżam.- że co? trochę się zasmuciłam.
-Gdzie?
-Na dwa tygodnie do Los Angeles.- boziu ja w domu zwariuję.
-Urlop?
-Nie raczej wyjazd służbowy.- nie zrozumiałam za bardzo.
Gdy byliśmy na miejscu pożegnaliśmy się  i poszłam na górę.
Dziewczyny już spały. Postanowiłam wziąć z nich przykład i sama położyłam się spać. Jednak długo nie umiałam zasnąć. Cały czas myślałam o Harry'm. Może do czegoś by doszło gdybym nie wstała. Z jednej strony to dobrze a z drugiej źle. Nie chce wchodzić w życie życie z butami...

czwartek, 23 maja 2013

#11.`Miłe słowo na dzień

 
11.07.2017, wtorek
Poprzedniego dnia długo nie umiałam usnąć. Cały czas myślałam o Harrym, po głowie cały czas chodzi mi jedno pytanie `Do czego ta znajomość dąży?
Tego dnia wstałam o 9:00. Przypominało mi się, że ciągle śnił mi się Harry i Artur na zmianę. Harry jeszcze rozumiem, ale Artur nie chciałam o nim myśleć.
Zeszłam na dół. Oczywiście Kornelia musiała już nie spać.
-Olivia jak coś znajdę to się wyprowadzę.- powiedziała a ja udawałam, że jej nie słyszę.- Odezwiesz się do mnie?
-Będę traktowała cię tak jak ty mnie- odparłam i poszłam do siebie.
Po jakimś czasie przyszła do mnie Marika.
-Śpisz jeszcze?- spytała.
-Jak widać.
-Wiesz jak chcesz to ja jej powiem, że jak ma się wyprowadzić.
-Może tu zostać póki nie znajdzie czegoś, ale musi się dorzucić do utrzymania bo płacić za nią nie będę.- oznajmiłam.
-Okej. Wychodzisz gdzieś dzisiaj?
-Tak wieczorem z Harrym.
-Zobaczysz będziecie jeszcze razem.-aha.
-Pogięło cię? On ma dziewczynę.- powiedziałam.
Popołudniu postanowiłam, że wybiorę coś wreszcie na wieczór z Harrym. Postanowiłam, że ubiorę się skromnie i w końcu wybrałam to <Klik>. Po chwili zadzwonił mi mój telefon. Był to Harry.
-Hej.- powiedziałam.
-Cześć. Nie przeszkadzam?- w tym samym momencie weszła do mnie Marika. Pokiwałam jej głową, że gadam z Harrym.
-O której dzisiaj się widzimy?- zapytał mnie Harry.- Kto się tam tak śmieje?
-Mojej koleżance odwala.- zaśmiałam się.
-Pozdrowienia dla koleżanki. Będę po ciebie o dwudziestej, może być?
-Tak.- odpowiedziała a w tle usłyszałam głos jakieś panny. Pewnie to była ta jego super model.
-No to okej. Będę o dwudziestej czekał. Pa.
-Pa.
Rozłączyłam się i walnęłam na łóżko.
-Boski!- oznajmiła Marika.
-Ma jedną wadę.
-Dziewczyna.
-Yh... są razem rok. On twardo twierdzi, że jej nie kocha.
-To chyba dobrze.
-Przestaje w to wierzyć. Raz widzę jaki jest szczęśliwy jak z nią gada, raz widzę jak publicznie się z nią całuje, a teraz słyszę, że u niego jest.
-Mycho, to nie jest tak...- przytuliła mnie a ja jej się poryczałam.- Może ci mówi prawdę.
-Ale z nią jest.- powiedziałam.
-Zobaczysz wspomnisz moje słowa.
Gdzieś przed osiemnastą trzydzieści poszłam się kąpać. Gdy wyszłam pomalowałam się i przebrałam. Marika mnie pochwaliła i pięć minut przed ósmą wyszłam z domu.
_______________________
Czytasz = Komentarz

poniedziałek, 20 maja 2013

#10. `Jak słodko

10.08, poniedziałek
Obudził mnie telefon. Spojrzałam na zegarek i była godzina dziewiąta.
-Hallo?- odebrałam.
-Obudziłem cię?- Harry wiadomo.
-Można tak powiedzieć.- powiedziałam.
-Wybacz. Wyrobisz się w godzinę?- spytał.
-Bez problemu.- odparłam.
-To będę na ciebie czekał.- oznajmił.
-Okej.
-To do zobaczenia.
-Pa.
Zajrzałam za okno żeby sprawdzić jaka jest pogoda. Było słońce, zero chmur no i zapowiadał się cudowny dzień. Miałam totalnego zaciesza i jarałam się gorzej niż las podczas pożaru. Podeszłam do szafy i wybrałam to <Klik>.
Gdy byłam już umyta i ubrana wyszłam z łazienki. Kornelia niestety już nie sapała.
-Gdzie się wybierasz?- zapytała.
-Umówiłam się, ale to nie twoja sprawa raczej.- odparłam.
-Olivia, przepraszam żałuję tego.- udałam, że tego nie słyszę.
Spakowałam się w torbę (wzięłam w razie potrzeby stój kąpielowy bo Harry mi wczoraj napisał, że może się przydać) i wyszłam. Na dole zauważyłam wóz Harry'ego. Kiedy chłopak mnie zobaczył wyszedł z
samochodu.
-Cześć.- przywitał się.
-Hej.- odpowiedziałam i go przytuliłam na przywitanie.
-Wskakuj.- powiedział.
-Dziękuję. Powiesz mi gdzie mnie zabierasz?
-Zobaczysz na miejscu.- wredny.
-Zły jesteś.
-Zdarza się.
Wyjechaliśmy z Londynu. Zastanawiałam się gdzie on  mnie zabiera. 

***
Chłopak zatrzymał się przed wielkim polem.
- Jesteśmy.- oznajmił.
Nic nie powiedziałam tylko wyszłam a Harry poszedł i wyciągnął kosz oraz koc.
-Chodź.- powiedział.
Zatrzymaliśmy się gdzieś po środku całego pola. Pomogłam Harry'emu rozłożyć się.
-Jadłaś śniadanie?- zapytał.
-Nie, bo nie zdążyłam.- odparłam.
-Godzinę miałaś.
-Kąpałam się.- wyszczerzyłam zęby.
-Proszę.- podał mi kanapkę.
-Dziękuję.
Zastanawiałam się do czego ta znajomość dąży. Byłam zwykłą nastolatką, która spełnia swoje marzenia w których on grał główną rolę. 
Nigdy bym się nie spodziewała, że znajdę się w takim miejscu o takiej porze z nim.
-Czemu znowu tak na mnie patrzysz?- zapytałam.
-Bo jesteś ładna.- a ten znowu swoje.
-Dziękuje.
Po jakimś czasie położyłam się na kocu, a Harry nadal leżał.
-Czemu tak smutasz?- spytał mnie szatyn.
-Nie smutam, po prostu wszystko się pokręciło i o tym myślę.- oznajmiłam.
-Co się stało?
-Przedwczoraj wieczorem spotkałam się z tym kolegą i się całowaliśmy.
-Jesteście razem?
-Nie, nie chce się teraz wiązać. A jak już to z właściwą osobą, którą kocham.
-Jesteś ładną, fajną i miłą dziewczyną na pewno znajdziesz sobie kogoś kto jest tego warty...- idioto to jesteś ty.- Nie martw się będzie dobrze.
Chłopak chciał się napić więc otworzył wodę która była przeze mnie wstrząśnienia bo się nią bawiłam. Woda wybuchnęła i wylądowała na jego koszulce oraz moich nogach.
-Przepraszam.- powiedział śmiejąc się.
-Nic się nie stało.- odparłam również się śmiejąc.
Chłopak wstał i ściągnął t-shirt.
Jego klata, wcięcia u dołu brzucha, na ten widok zdębiałam. Fakt faktem widziałam na zdjęciach, ale to nie to samo. Miałam taki zaciesz, aż nie umiałam się opanować.
-Co powiedziałabyś na małą kąpiel?- zapytał chłopak.
-Co?
-Mówiłem, że strój może się przydać. Tu nie daleko jest zalew możemy iść.
-Strój mam w samochodzie w torbie.- oznajmiłam.
-Już idę. 
Po chwili chłopak wrócił z moją torbą. 
-Harry odwróć się.- powiedziałam.- Albo idź gdzieś też się przebrać.
-Ej...- aha xd
-Harry. 
Chłopak gdzieś znikł. Nie pewnie ściągnęłam koszulkę i biustonosz. 
Po chwili byłam już gotowa a nie wiedziałam gdzie jest Harry.
-Już?- zapytał.
-Jak widać.
-A ty gdzie polazłeś. Nie mówiłam dosłownie żebyś poszedł mogłeś się odwrócić.- oznajmiłam.
-Sam musiałem się przebrać- odparł. Faktycznie miał inne kolorowe gadki.
-Aha.
Poszliśmy nad palże. 
-Wchodzisz?- spytał.
-Tak, ale najpierw musisz mnie złapać.- zaśmiałam się.
-Tak pogrywasz?
Zaczęliśmy się gonić po całej plaży. Po jakimś czasie chłopak mnie złapał.
-Teraz czeka cię kara.- zaśmiał się szaty. Złapał mnie za biodra i wniósł do wody. Zaczęłam kopać.
-Harry!!!- wydarłam się.
-Kara musi być.- jaki miły.
-Tak się bawisz?
Zaczęliśmy się chlapać.
***
Kilka godzin później...
Robiło się już późno, a ja już byłam sucha więc zaczęliśmy się zbierać z Harry'm do domu.
-Podobało się?- zapytał mnie chłopak.
-Mogę tak codziennie.- oznajmiłam.
-Proponuję jutro spacer.- interesujące.
-hm... czemu nie?- powiedziałam.
-Ale ten spacer wieczorem.
-Nie umiem już się doczekać.
Gdy byliśmy już pod moim domem Harry wyszedł z samochodu i podprowadził mnie do holu.
-Dziękuję za ten dzień.- powiedziałam.
-To ja dziękuję, że chociaż przy tobie mogę normalnie się zachowywać i nie udawać kogoś kim nie jestem.
-Niema za co. Do jutra Harry.- pożegnałam się i go przytuliłam. Chłopak złapał mnie za rękę.
-Zadzwonię do ciebie.
-Ok. Pa.
Będąc w domu porwałam od razu Marikę do siebie na górę. Opowiedziałam jej prawie o wszystkim co dzisiaj robiłam.

piątek, 17 maja 2013

#9. `Gorzej trafić się nie mogło


08.07.2017, sobota
Wczoraj podjęłam najcięższą decyzje może w moim życiu. Mam ogromne wyrzuty sumienia, ale nie mogłam postąpić inaczej. Boje się, że mogłam kogoś zranić, ale nie mogę oszukiwać siebie i jego.
Wczorajszy wieczór był idealny dla takiej dziewczyny jak ja. Było ciemno, był park i przystojny chłopak - szkoda tylko, że nie ten którego kocham. Niestety nie obeszło się od pocałunku. Na wielkie szczęście nie było za późno żeby się wycofać. Powiedziałam Davidowi, że nie mogę tak. Dobra nie chce o tym myśleć.
Dzisiaj jest wielki dzień ma do mnie przyjechać Marika. No tak miała jutro, ale znalazła szybszy samolot. Z tego powodu musiałam wziąć taksówkę i pojechać na lotnisko.
Nie umiała się doczekać, aż ją zobaczę. Nagle z bramki uchyliła się właśnie Marika. Szła z bananem na twarzy. Chwila, chwila, nie nie nie nie tylko nie to... za nią szła Kornelia (koszmar mojej podstawówki). Mam nadzieję, że to przypadek i nie przyleciała tu z Mariką.
-Cześć.- powiedziałam i przytuliłam z całej siły moją przyjaciółkę.
-Nie tak mocno bo mnie udusisz.- zaśmiała się.
-Nie umiem się doczekać, aż będziemy w domu.
-yyy...no własnie.- to nie wróży nic dobrego.
-Co jest?- spytałam.
-Bo Kornelia przyjechała tu na wakacje do pracy i nie ma na razie gdzie zamieszkać.
-Nie, nie, nie, nie nie ma mowy.- odparłam.
-Olivia...-wtrąciła się Kornelia.
-Teraz sobie przypomniałaś? Przez sześć lat traktowałaś mnie jak powietrze.
-Przepraszam.- teraz?
Spojrzałam za jej plecy i zobaczyłam chłopaka podobnego do Harry'ego całującego się z dziewczyną. Przestali i zaczęli iść w stronę wyjścia. To na prawdę był Harry. Załamałam się. Wiedziałam przecież wiedziałam w co się pakuje. No ale jestem w nim zakochana.
-Chodźcie.- powiedziałam za łez.
-Co jest?- Marika.
-Mówię chodźcie.
-Ja też?
-No pod mostem nie pozwolę ci spać.
Dojechałyśmy na miejsce. Dziewczyny zaczęły się zachwycać a ja miałam ochotę rozryczeć się do poduszki. Wjechałyśmy windą na górę.
-Rozgośćcie się. Marika tam jest twój pokój. Ja idę do siebie na górę.- oznajmiłam.
Walnęłam się na łóżko i rozryczałam się do poduszki. Moje rozpaczanie nad nędznym życiem przerwał telefon. Był to Harry. Otarłam łzy i odebrałam.
-Słucham mojego słodkiego porywacza.- nie umiałam być na niego zła.
-Słodkiego? Zaczynam się przyzwyczaić.- zaśmiał się.
-Oj... Harry, Harry.- nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Płakałaś?- szlak.
-Nie, po prostu jestem zmęczona.
-To dobrze. Znaczy nie powinnaś chodzić zmęczona. Co jutro robisz?- spytał.- Znajdziesz dla mnie czas?
-Dla ciebie? Zawsze.
-To rano cię zabieram.- oznajmił.
-Gdzie?
-Niespodzianka.
-Harry, nie bądź taki powiedz mi.- mój błagający ton.
-Jutro się dowiesz.
-Zły jesteś.
-Wiesz mi mówili, że zboczony a nie zły.- rozwala.
-Cztery dni a ja takich rzeczy się dowiaduje.
-Nie mam przed tobą tajemnic.- uuu... jaki słodki.
-Dobrze wiedzieć.
-Ale to nie tak bezinteresownie.- aha... co on chce w zamian?
-A co chcesz?
-Ciebie.- le ded na łóżku.
-Chętnie się oddam w twoje ręce.- co ja gadam? Boże widzisz a nie grzmisz.
-No to do jutra.
-Pa.- odparłam i się rozłączyłam.
Boże ten człowiek jest niesamowity.
-Harry?- Marika.
-Yhym,,,
***
Cały dzień w dupie. Nie umiałam się z Mariką nagadać o Harrym, ale to całodniowe siedzenie w domu jest nudne. Pocieszałam się jutrem. A ta rozmowa? Piękna cudowna, a potem sms'y. Na reszcie miałam kogoś kto mnie wysłuchał, kogoś kto nie powie mi, że nie jestem do niczego. Jako pierwszy chłopak powiedział, że  nie widział takiej ślicznej dziewczyny jak ja. Po 4 dnia znajomości wiedział o mnie wszystko.
Gdzieś o dwudziestej-pierwszej poszłam zrobić sobie coś do jedzenia.
-Coś ty taka szczęśliwa?- spytała Kornelia.
-Mam powody.
Zrobiłam kanapki i poszłam oglądać film z dziewczynami.
Gdy się skończył była dwudziesta-czwarta, postanowiłam iść spać. Za nim jednak to zrobiłam pożegnałam się z Harrym przez sms. A jutro rano niespodzianka.

czwartek, 9 maja 2013

#8. ` Idiotka

 
07.07.2017, piątek
Długo tak nie chodziliśmy, ponieważ nogi zaczęły mnie boleć. Postanowiłam, że zaciągnę Harry'ego do siebie.
-Harry chodźmy do mnie.-  powiedziałam.
-Może tym razem do mnie?- odparł.
-yyy... a co na to twoja dziewczyna?- spytałam.
-Po pierwsze nie obchodzi mnie jej zdanie. Po drugie wyjechała, daleko nie wiem gdzie, no i po trzecie nie decyduje o tym kto mnie odwiedza  bo nie mieszka ze mną.
-To zmienia postać rzeczy. Jak chcesz to możemy iść.
Zatrzymaliśmy się przed wielkim domem. Zawsze widziałam go na zdjęciach, ale nigdy nie wydawał się tak duży.
-Sam tu mieszkasz?- o.O
-Tak odparł i pokazał mi że mam wejść.
W środku dom  był daw razy większy niż na zewnątrz. Harry zaprowadził mnie do wielkiego salonu.

Chcesz coś do picia? Kawa herbata, sok coś gazowanego?
-Sok.- powiedziałam.
-Jabłkowy, pomarańczowy, winogronowy, bananowy czy może wieloowocowy?- boziu ile on tego miał?
-Może być banan.- odparłam.
Chłopak poszedł i po chwili wrócił z dwoma szklankami soku bananowego. 
Usiedliśmy sobie na kanapie i długo rozmawialiśmy. To było takie gadanie o niczym. Było całkiem miło jak to z Harrym.
Po długim czasie poszliśmy z Harrym na taras na górę. Mieliśmy zamiar dalej kontynuować naszą rozmowę, ale zadzwonił telefon chłopaka. Wiedziałam, że to jego modeleczka od siedmiu boleści.
Po sposobie z jakim on z nią rozmawiał można było wywnioskować, że jednak mu na niej zależy a to co on mi mówił to mały kryzys w ich związku. Po prostu się łudziłam. Przecież to by było nie realne. Gdy Harry wrócił był bardzo zadowolony nie wiadomo czemu. Mi się słabo zrobiło i musiałam stamtąd wyjść.
-Harry czas już na mnie.- oznajmiłam.
-Myślałam, że na noc zostaniesz.- powiedział szatyn, a mi się gorąco zrobiło.
-Może kiedy indziej. Odezwij się albo ja się odezwę.
-Olivia proszę.- on tak ładnie, ale nie będę się wpieprzała w czyjeś szczęście. Tak wiem my się tylko przyjaźnimy, ale w tym domu tyle rzeczy mogło się wydarzyć.
-Harry na prawdę nie mogę.- odpowiedziałam.
-Co cię tak nagle ugryzło? Ten telefon? Mówiłam, że mnie już z nią prawie nic nie łączy.- boże nie umiem się na niego złościć. On był taki zesmutniały. 
-Harry mnie naprawdę nie interesuję z kim rozmawiasz.
-Proszę cię zostań.- łzy mi w oczach stanęły.
-Harry...- podeszłam i mocno się do niego przytuliłam. Miała ochotę mu powiedzieć wszystko co do niego czuję. To co mi na sercu od sześciu lat leży. Moje usta były na wysokości jego ramienia. Jego zapach to wszystko. Moje serce biło sto razy szybciej. Tak cudownie czułam się w jego obcięciach.
- Na prawdę nie dam rady.- oznajmiłam i zaczęłam iść w stronę drzwi.
-To chociaż cię odwiozę.
-Jak chcesz.- powiedziałam.
***
Jechaliśmy w milczeniu. Nie umiałam się odezwać, byłam załamana. Praktycznie cały czas mi łzy z oczu mi leciały.
W końcu Harry się odezwał.
-Olivia mów coś do mnie.
-Nie wiem co mam mówić.
-To co na sercu ci leży.- oznajmił.
Jakbym zaczęła mu opowiadać to by chyba chłopak się zamęczył i raczej to by był już koniec naszej znajomości jak to nie jest jej koniec. 
Nagle przyszedł mi sms od David'a.
-Będzie mi dupę truć.- powiedziałam do siebie pod nosem.
-Coś się stało?- zapytał Harry.
-Jeden koleś o spotkanie mnie dręczy.- oznajmiłam.
-To czemu się nie zgodzisz?
-Bo wolę czas spędzać z ze słodkim szatynem.- odpowiedziałam.
-Nie mam pojęcia o kim mówisz.- zaśmiał się.
Znowu przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
-Na prawdę uważasz, że jestem słodki?
Spojrzałam się na niego i się uśmiechnęłam.
-Taaak.
Chłopak pokazał dołeczki.
Gdy dojechaliśmy na miejsce żałowałam, że tak pochopnie postąpiłam. Naprawdę nie chciałam się z nim rozstawać.
-Kiedy znajdziesz dla mnie czas?- spytał szatyn.
-Jutro, po jutrze. Cały czas mam wolne dla ciebie.- oznajmiłam.
-Jutro nie dam rady bo wraca Emma.- wiedziałam, że tak będzie.- Zadzwonię do ciebie.
-Okej. Od popołudnia mam wolne.- powiedziałam.
-No uśmiechnij się. Obiecuję, że zadzwonię. Jesteś jedyną osobą na której mi zależy...- ahaaaaa... że co? o.O
-Dobrze, liczę na ciebie. - oznajmiłam.- Dobra idę.
Chciałam otworzyć drzwi, ale chłopak mnie złapał za rękę i przyciągnął do siebie.
-Nawet się ze mną nie pożegnasz.
-Przepraszam- przytuliłam go.- Do zobaczenia.
-Pa pożegnał się i wyszłam z samochodu.
Jak najszybciej chciałam znaleźć się w swoim mieszkaniu. Wjechałam windą na górę i poszłam szybko do siebie. Rozpłakałam się. Rzuciłam się na łóżko i rozpaczałam nad własną głupotą. 
***
To takie moje rozpaczanie przerwał dzwonek do drzwi. Otarłam łzy i poszłam otworzyć.
-O cześć.- powiedziałam. Nie trudno zgadnąć kto to był.
-Hej. Nie wpadasz to pomyślałem, że sam przyjdę.- odparł Jake.
-Wchodź.- na prawdę idealna pora.
Zjedliśmy coś na deser, obejrzeliśmy jakiś film. Gdy on się skończył poszliśmy na mały spacerek do parku...